niedziela, 19 sierpnia 2012

syrenie łzy, czyli o morskich szkiełkach słów kilka

Legenda powiada, że za każdym razem, gdy tonie statek, a wraz z nim giną w odmętach marynarze, syreny płaczą... a ich łzy fale wyrzucają na brzeg i dlatego właśnie od czasu do czasu wśród kamyków i muszelek można znaleźć szkiełka o gładkich brzegach i charakterystycznej, "zamrożonej" powierzchni.

O ich istnieniu dowiedziałam się dopiero niedawno - w Polsce mieszkaliśmy daleko od morza, a że dalekie wyprawy należały do rzadkości, Bałtyk widziałam ze dwa razy w życiu i dopiero tutaj natknęłam się w internecie na informację, z której wynikało, że przy najbliższej wyprawie nad większą wodę trzeba koniecznie zwrócić uwagę na szklane znaleziska!

Stąd też i dzisiejszy wpis, nawiązujący do sierpniowego wyzwania wakacyjnego - oparty na materiale z artykułu naszego Gościa, Josephine Wyman z Rochester Institute of Technology w Nowym Jorku (warto też rzucić okiem na jej stronę z niezwykle ciekawymi galeriami - świat mikroskali wygląda nader zaskakująco!) Josephine udzieliła nam pozwolenia na wykorzystanie tutaj jej pracy, za co dziękujemy z głębi naszych kraftowych serc :)

The legend says that every time a ship sinks and the sailors perish with it, the mermaids weep... and waves bring their tears on the shore, and this is why from time to time amongst the rocks and shells one can find pieces of glass with rounded edges and frosted surface.

It was only recently that I found out about their existence - in Poland we lived far from the sea, and since long trips were rare, I saw the Baltic Sea perhaps twice in my life; it was just last year that I came across some information on the internet which prompted me to pay closer attention to the items on the shore next time we went to Lake Michigan.

And this is also the story behind today's post in connection with the August vacation challenge; it is based on the material from and article written by our Guest, Josephine Wyman from Rochester Institute of Technology in New York (do also visit her website featuring most interesting galleries - the world viewed at microscale is soooo different!) Josephine has kindly given us her permission to use her photos and information here - thank you from the bottom of our crafty hearts :)

foto:  Josephine Wyman 
Łatwo się domyślić pochodzenia morskich szkiełek - butelki i inne przedmioty wpadają do wody, tłuką się, obijają, szlifują i na koniec fale wyrzucają na brzeg wygładzone klejnociki. Ich zbieranie stało się dla wielu osób hobby; szkiełko szkiełku nierówne i choć najczęściej wpadną nam w ręce pospolite kolory, takie jak biały czy zielony, to od czasu do czasu znajdą się i cenne odłamki, warte nawet i 1000 dolarów! Kolekcjonerzy niekiedy są też w stanie określić w miarę dokładnie pochodzenie szkiełka oraz jego wiek.

It's easy to guess the origin of sea glass - bottles and other objects fall into water, they break, they are tossed around, polished and finally they end up on the beach as little gems. Many people have taken up collecting them as a hobby; most of the time we will come across the common colors, like white or green, but on occasion one finds really precious pieces, worth even $1000! The collectors will sometimes be able to date the pieces and figure out their origin.

foto:  Josephine Wyman 
Nie wszystko złoto, co się świeci... i nie każde oszlifowane, "mroźne" szkiełko jest naprawdę szkiełkiem morskim (dla ścisłości dodać należy, że rozróżnia się szkiełka morskie - powstałe w słonej wodzie - oraz plażowe, słodkowodne). Ludzie prędko wpadli na pomysł, że można wrzucić odłamki do bębna, poobracać i efekt będzie prawie taki sam... no właśnie, prawie, bo jednak powierzchnia przy bliższej analizie wygląda inaczej: tu po lewej mamy szkiełko z morza, a po prawej - z bębna.

All that glitters is not gold... and not every polished, frosted piece of glass is true sea glass (to be precise let's add that two categories exist: sea glass is made by sea water, whereas glass from lakes and rives will be called beach glass). People soon discovered that they can toss broken glass into a tumbler and the result will be almost the same... yes, ALMOST the same, because a closer look at the surface reveals significant differences. Below, on the left is real sea glass and on the right - a piece from the tumbler.

foto:  Josephine Wyman 
Działania natury nie da się zatem podrobić, tym bardziej, że z badań naukowych wynika, iż odłamek musi spędzić w wodzie czterdzieści lat, żeby nabyć kształtu i szlifu! Przez ten długi okres następuje również proces "nawadniania" szkła (co dla mnie osobiście było dość zaskakującą informacją, bo zawsze sądziłam, że szkło z niczym nie reaguje i ogólnie się nie zmienia). Niektóre składniki szkła zostają przez wodę wypłukane, a z kolei na odłamku mogą się osadzić inne minerały.

I kto by przypuszczał, że takie znaleziska, które ktoś niefrasobliwy i mało kraftowy mógłby nazwać nawet śmieciami (o zgrozo), okażą się takie ciekawe? A gdyby tak zastanowić się jeszcze nad faktem, że ktoś kiedyś tę choćby pospolitą butelkę wyprodukował, zapewne czymś napełnił, ktoś inny z niej pił - i przy jakiej okazji? Radosnej czy smutnej? Potem zaś się jej pozbył...

Zapraszamy na jutro, bo to jeszcze nie koniec szkiełkowych historii - w drugim odcinku opowieści wrócimy do kolorów (dzięki kolejnym gościom pasjonującym się syrenimi łzami :) oraz zwiedzimy kilka stron o tym, co z tych skarbów można zrobić.

Thus, the natural process cannot be duplicated; research shows that the shard has to stay in water for as long as forty years to become polished and frosted! During this period of time the "hydrating" process also takes place, in which some of the materials in glass are washed out by the sea water, while some other minerals can be deposited on the surface. That was quite a surprise to me; I had always thought that glass was unchangeable.

So - who would have thought that such finds, which some careless and not very crafty person might even describe as trash, would turn out to be so interesting? And once you start pondering the fact that someone must have manufactured that bottle, someone filled it with something, and someone drank from it... and was it on a happy occasion, or a sad one? And then someone discarded this bottle, and it spend 40 years among the waves...

Do visit us tomorrow again for the second part of the sea glass story - we will talk some more about the colors (thanks to more guests fascinated by the mermaid tears), and we'll also see some crafts featuring these little treasures.

foto:  wikipedia

foto:  wikipedia

foto:  wikipedia

9 komentarzy:

  1. o kurcze świetne :) jak byłam młodsza zabierałam je razem z muszelkami , malusieńkie przeważnie ale ałć..../ nie wiem czy ich nie wyrzuciłam :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ponieważ od urodzenia mieszkam nad morzem zbieram te "skarby" od dawna. Jest wielu kolekcjonerów i wytwórców witraży i innych ozdób z morskich szkiełek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale ciekawy post ;) Miło przy niedzieli poczytać o takich morskich skarbach ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cuda, podobno gdzieś jest plaża z samych takich szkiełek...?

    OdpowiedzUsuń
  5. kurcze nie znalazlam jeszcze w zyciu szkielka na plazy , chyba zaraz pojade obczaic moje plaze w poblizu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślałam, że... to po prostu szkiełka... :) ale że szkło reaguje w ten sposób? Też nie miałam pojęcia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Za rzadko bywam nad morzem,żeby się porządnie obłowić, tym bardziej cieszy jedno moje zielone..Chociaż dziwne jest i nie wiem,czy rzeczne,czy morskie. Za to zbierałam kamienie,morskie otoczaki, to też są skarby :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jako dziecko też je kolekcjonowałam, a w zeszłym roku uzbierałyśmy sporo z moją Przyjaciółką, która takie między innymi cuda z nich tworzy: http://chatazodzysku.blogspot.com/2012/06/troszke-morza-od-moniki.html

    OdpowiedzUsuń